Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1114 postów 561 komentarzy

Trump i Biden – zwycięstwo polaryzacji i „dosypanych głosów”

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wynik amerykańskich wyborów od kilku dni jest już rozstrzygnięty.

 Zwycięzcą są "dosypane głosy na Bidena", które tak czy inaczej staną się pożywką polaryzacji na kolejne 4 lata, zajmując w historii politycznej USA miejsce obok "fałszywego miejsca urodzenia Obamy" oraz "rosyjskich hackerów pracujących dla Trumpa".

 

Znany nam schemat

 

I ma to głęboki sens – przecież gdyby amerykański wyborca miał chwilę zastanowić się, to przecież nawet on, w głębi swego intelektu doszedłby, że na ważnym dla niego poziomie naprawdę różnice między kandydatami Demokratów i Republikanów są kosmetyczne. A tak jedni nadal będą mogli skupić się na nienawidzeniu tych drugich, nawet nie próbując wychylić się poza system. Co zresztą sprawdza się nie tylko w Największej Demokracji Świata…

 

I nawet radykalnie daleko posunięta polaryzacja nie wydaje się być realnym zagrożeniem dla amerykańskiego bipolu, a przeciwnie – choćby i miało dojść tam do kolejnych awantur, ba, wręcz walk na ulicach, to przecież… ludzi u nich mnogo. A takie emocje jak szybko wybuchają, tak się i wypalają, znowu bez naruszania podstaw wykonawczej dla korporacji podspółki, znanej pod znakiem towarowym USA. Co, to też wam coś przypomina? No, popatrzcie, kto by pomyślał…

 

COVIDostrach kontra LOCKDOWNoopór

 

Właściwie jedyne, co w rezultatach amerykańskiego głosowania można uznać za ciekawe – to faktycznie jego rozbieżność z sondażami, jednak z powodów odmiennych niż mają na myśli ci od razu opowiadający o fałszerstwach. Oto bowiem można niemal na pewno założyć, że kreatorzy wyników wyborczych z amerykańskich sondażowi sądzili, że mogą bezpiecznie zagrać na wysoką porażkę Trumpa - bazując m.in. na wypróbowanym w Europie strachu przed COVIDem. Prezydent USA miał polec przygnieciony dziesięciopunktową przewagą, wśród krzyków, jak to przez niego umierają ludzie, a przecież można było wszystkich (na wzór europejski) zamknąć! Tymczasem ekipa Białego Domu nie po raz pierwszy wykazała się lepszym rozpoznaniem socjologicznym i zapozycjonowała swojego kandydata jako ostatniego obrońcę gospodarki przed lockdownem i jego skutkami. Pozwoliło to Trumpowi, mimo niezrealizowania niemal żadnej obietnicy wyborczej sprzed lat czterech (może oprócz tych związanych z miłością do "Izraela") nadrobić straty i nawiązując walkę przegrać w efektownym, modnym w Stanach od paru kampanii, a opisanym wyżej stylu polaryzacyjnym.

 

Niezależnie od nastawienia do samego amerykańskiego cyrku wyborczego - konfrontacja tak sprofilowanych postaw pokazuje więc potencjał opozycji anylockdownowej, jeśli tylko nie ulega ona COVIDzastraszeniu i opiera mu się także/zwłaszcza na poziomie politycznym. Oczywiście też, główny nurt zaczyna się otrząsać i zaraz zapewne przeczytamy, że "Trump przegrał przez swoją nieudolność w walce z COVIDem". Fakty są jednak takie, że mimo swego fatalnego położenia pierwotnego - O MAŁO NIE WYGRAŁ dzięki krytykowaniu lockdownu. I szkoda, że tego akurat z poligonu politycznego naszego hegemona skopiować nie umiemy!

 

Kres systemu? Jeszcze nie, ale…

 

Reasumując więc – mamy do czynienia ze zbliżaniem się amerykańskiego systemu partyjnego do ostatecznego wyczerpania. Być może bowiem za cztery lata GOP na powrót wypuści do cyrku wyborczego jakiegoś establishmentowego nudziarza, a niby to przeciwnie,  może nawet w trakcie nadchodzącej kampanii demokratycznego sklerotyka-pedofila zastąpi jego podhodowana na niby radykałkę zastępczyni. Niewiele to już jednak zmieni. Jasne, Ameryka jest tak wspaniałym państwem, że system potrafi tam sam wygenerować kandydatów tak antysystemowych jak Trump i tak naturalnych jak Obama, więc jeszcze długo może próbować zajmować światową uwagę emocjonującymi niczym szósta liga islandzka starciami „Marco Rubio vs. Kemala Harris” czy coś w tym guście. Realnie jednak w nieskończoność tak się nie da – nie można bez końca obiecywać „skupienia się wreszcie na problemach zwykłych Amerykanów”, przy jednoczesnym stróżowaniu i podpalaniu zarazem reszty świata. Bo jeśli Amerykanie NAPRAWDĘ sami nie zrobią u siebie porządku – to w końcu uczynią to za nich Chińczycy…

 

Kto górą – ten wrogiem Polski…

 

I już tylko zupełnie krótko – czy zmiana w Białym Domu oznacza coś dla Polski? I nie, i tak. Nie, bo lokując się w hierarchii globalnej jako ochotnicze Jeszcze-Za-Puerto-Rico nie liczymy się właściwie w ogóle w nadrzędnych celach geopolityki amerykańskiej, niezależnie od tego której z grup interesu cele będzie ona realizować. Co najwyżej może nastąpić powrót do nieco bardziej uładzonego namiestnictwa, realizowanego raczej trzcinką niż maczugą, a przynajmniej mniej jawnie, co powinno w sumie ucieszyć ostatnio kapkę upokarzaną warstwę wykonawców polityki zarządczej w Polsce. Ale i też i jakaś tam korekta jest możliwa, o ile powróci też konfrontacyjny styl amerykańskiej polityki antyrosyjskiej, co oznaczałoby dla nas ponowne przywiązanie do pancerzy US czołgów grzejących silniki na Wschód. Ktoś powie – to fatalnie, żywi z tego nie ujdziemy. Ktoś inny jednak może zauważyć, że i tak lepsze to niż obecny peryferyjny zastój, w którym znalazła się III RP. Realnie zaś, Polacy znajdują się w bynajmniej nie do pozazdroszczenia pozycji odwróconego Talleyranda – kto by nie był w Stanach górą, ten dla nas nie-nasz i wróg…

 

Tak czy inaczej jednak – realne zmiany polityki światowej zachodzą wszak bez naszego udziału, a w istocie i poza naszą percepcją, zostaje więc jedynie obserwować ich dalekie echa i cienie, udostępniane dla rozrywki światowej, w tym polskiej widowni.

 

Konrad Rękas

Konserwatyzm.pl

KOMENTARZE

  • Sorry za dubel komentarza ale po prostu pasuje.
    "Um Etapa"
    Gdy tak widny "um etapa".
    Demokracja?
    To atrapa.
    Trump czy Biden.
    Wszystko jedno.
    To opinia.
    W samo sedno.
    Bo tak samo.
    Nas zaboli.
    I ugryzie.
    Nas tak samo.
    Znowu Polske.
    Wychromoli.
    Trump czy Biden.
    Wooj czy Ramol
  • @07:45:43
    Aha, gwoli wyjaśnienia ostatniej linijki.
    Jakby który z "Intelygentow" chciał przywalić za chamstwo:

    Kampania Bideta przedstawia Trampka jako nieobliczalnego chama i wooja. Reprezentanta mającej ponoć upaść klasy średniej. Choć(żałują tego?) nie wywołał żadnej wojny i gospodarka nie leży jak Pan Bóg Mamon przykazał,

    Z kolei kampania Trampka przedstawia Bideta jako stetryczałego, zdemenciałego i skorumpowanego do cna niby postępowca nad grobem. Reprezentującego złodziejokratów. Gotowego wywołać konflikt zbrojny aby przynajmniej tak się zapisać w Historii.
  • Ameryka podzielona na "potwory" i "ludzi"
    "Potwory" to ci normalni... hetero, biali..
    a "ludzie" to ci LGBT czyli baba z jajami albo chłop w sukience.
    Ciekawy i moim zdaniem bardzo prawdziwy artykuł o Ameryce,
    https://ria.ru/20201106/vybory-1583192237.html

    Całość zmierza do nowego holocaustu..
    w zamiarze holocaustu białych ale jak kolorowi wytrzeźwieją to będzie holocaust przebierańców z korzeniami na bliskim wschodzie..
    bo Ameryka dzisiaj to twór tych przebierańców czyli globalnej mafii żydowskiej.
  • Moim zdaniem
    wola ogona - co to tam psem wywija - jest to aby wygrał Trump. Dlatego wystawiono Bidena - aby dać fory Trump'owi. Tymczasem ogon nie docenił zidiocenia wychodowanego przez siebie lewactwa.
    Wniosek?
    Albo wybory rozstrzygnie ichni sąd - albo tamtejszy ogon co to psem wywija wpełznął właśnie na wyższy poziom szatańskiej przewrotności i preziem zrobi Bidena.
  • @Oscar 08:29:44
    Ay Way.
    Aj, jaj, jaj.
    Antysemitys!!!!
    Nie żaden antysemityzm.
    Normalny instynkt zachowania gatunku, dupku, agencie Złego.
  • @Oscar 08:29:44
    Tak przy okazji...
    "Demokraci" w Ameryce to odpowiednik solidaruchów w Polsce..
    Tramp w Ameryce odpowiada rządowi PRL w Polsce.
    Dzisiaj republikanie w USA doświadczają tego czego doświadczał Jaruzelski w PRLu. a Rosjanie w republikach ZSRR i w samej Rosji za Jelcyna.
    Dzisiaj w Polsce PO to odpowiednik "demokratów" a PIS to odpowiednik republikanów.

    UE jest "demokratyczna" czyli anty republikańska.
    Rosja jest już republikańska...

    Świat "republikański jest jeszcze zdrowy .. no może z katarem.
    Świat "demokratyczny" to już ciężka choroba psychiczna spowodowana przez koszernego wirusa..prowadząca do obłędu (LGBT, poprawność polityczna, kłamstwo jako podstawowa metoda wymiany informacji,
    amoralność i cynizm jako zalety polityczne ).
  • Trochę z boku ale w sumie o tych samych "dewiantach" politycznych
    Mnie się kojarzy Wołyń ..z dzisiejszą "wolną" i "demokratyczną" Ukrainą.
    https://cont.ws/@Taksist1964/1827244

    Wstrząsające fotki.

    Pokaż mi swoich przyjaciół (politycznych) a powiem ci kim jesteś.
    Wszyscy wiemy kim są przyjaciele solidaruchów... to banderowcy są przyjaciółmi i PO i PISu...
    i to by było na tyle ...
  • @Oscar 08:53:59
    ... muszę to wypowiedzieć bo bardzo ważna puenta..
    dla solidaruchów banderowcy i bandyci przeklęci to tacy sami "bohaterowie" i polityczni przyjaciele.

    To jednoznacznie określa kim są solidaruchy z jednej strony oraz kim byli bandyci przeklęci z drugiej strony.
    .. że bandyci przeklęci nie zorganizowali "Wołynia" w Polsce ?
    były małe "Wołynie" na skalę możliwości bandytów przeklętych (pojedyncze a czasem rodzinne mordy Polaków).
    woli i nienawiści im nie brakowało...brakowało im możliwości .. okazji ...bo PRL się przed nimi skutecznie bronił.
  • USA TO SZKARADA, KTÓRA "POBOŻNYM LUDZIOM" WYDAJE SIE BYĆ PIĘKNA, kiedy stamtąd w młodości wyjeżdżałem, to marzyłem,
    by robić wszystko, aby ta SZKARADA TPD (to jest eufemizm) nie zakaziła Europy (a w niej Polski)

    No i wyszło to co wyszło, co każdy - ze swojego punktu widzenia - może podziwiać, z małym wyjątkiem w formie Białorusi, w praktycznie CAŁEJ EUROPIE. Czyli demokrację na wzór amerykański.

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/06/Not-too-Divine-Comedy-back-2.jpg
  • @Oscar 09:03:38
    a tu kolejny "przyjaciel" solidaruchów okazuje się być zbrodniarzem wojennym... ja o tym wiedziałem bez wątpliwości już podczas "wyzwalania" Kosowa od jego mieszkańców)... solidaruchy i ich media biły brawa dla zbrodniarzy i głośno zaprzeczali zbrodniom...
    pytanie czy tacy głupi (wierzyli zachodniej propagandzie) czy w pełni świadome szuje ..zera moralne..degeneraci moralni, sojusznicy zbrodniarzy.. ?

    https://vz.ru/world/2020/11/6/1069093.html

    Oto prawdziwa twarz solidaruchów.. banderowcy, islamiści z Kosowa ale przecież z Gruzji, z Chorwacji, z Syrii...że o NATO nie wspomnę.... to jedna wielka rodzina (zbrodniarzy )... w tej rodzinie nie mogło zabraknąć bandytów przeklętych...i nie zabrakło..są na piedestale solidaruchów...
    i na tym warto ocenić JPII i resztę KK ...sprawa całkowicie jasna i historycznie jednoznaczna.

    To dzisiaj nie może budzić u nikogo uczciwego żadnych wątpliwości..
    a jak budzi.. to musi być solidaruch... element globalnej mafii żydowskiej
    albo innego KK....

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031